Plenerowy ślub w Bieszczadach Moniki i Karola

Są takie miejsca i ludzie, którzy cudownie tworzą całość. Do pewnego momentu żyją sobie oddzielnie, nie znając się, a potem nie wyobrażasz sobie, że mogło być inaczej.

Historia Moniki i Karola to jedna z tych, które wyjątkowo wzruszają moje serce. Jest totalnie niesamowita i ujmująca. Oboje pochodzą z Bieszczad, jednak ich losy długi czas nie mogły spotkać. Oboje budując najlepsze wersje swoich historii postanowili wyjechać z Bieszczad, jak to uwielbiam mówić, rzucić Bieszczady i pojechać w to wszystko 😉 😛 Karol mieszkał we Włoszech, Monika w Sanoku, Krakowe, później wyjechała do Francji. Każde prowadziło swoje życie, miało swoje problemy, swoje radości, przyjaciół, multum przeżyć i doświadczeń. Pewnego razu Monika wybrała się w podróż z koleżankami do Włoch. Tam wśród wielu napotkanych osób pojawił się On – Karol. Polak, który jak się okazało pochodzi z miejsowości obok w Bieszczadach. Poznali się tysiące kilometrów od domu i już nie było wyjścia 😉 Ich historię zaczęły tworzyć jedną, wspólną – historię o miłości.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Beta, siostra Karola, z którą nomen omen kumplujemy się od podstawówki 😀 z wiadomością: Madzia, mój brat Karol bierze ślub, nie chcemy nikogo innego tylko Ciebie. 😀 No i jak tu odmówić? 😛

Spotkaliśmy się właściwie pierwszy raz kilka dni przed ślubem, kiedy dopinali szczegóły już na miejscu. Omówiliśmy jak będzie wyglądać dzień ich ślubu. Jak zawsze było trochę plotek, śmiechu i innych opowieści. Już od początku złapaliśmy to flow.

I nadszedł ten wyjątkowy moment w ich wspólnej historii – dzień ich Ślubu. Piękny, upalny sierpniowe popołudnie, wprost idealne na ślub plenerowy! Ba! Dzięki temperaturom już wtedy poczuliśmy się jak we Włoszech 😉 Ale do rzeczy. Wszystko toczyło się w swoim tempie, bez zbędnego stresu. Ciągle wpatrzeni w siebie, wiedzieli że ten jedyny taki dzień ich w życiu warto przeżyć celebrując każdą chwilę i cieszyć się nią. Chyba można powiedzieć, że to był idealny przykład ślubu w stylu slow life. Piękny ślub w plenerze, w gronie rodziny i najbliższych przyjaciół. Nie obyło się bez wzruszeń i mnóstwa radości. Był tort, życzenia, gołębie, były wielkie prezenty na nową drogę zycia i niesamowita zabawa przy dźwiękach włoskiej i polskiej, a nawet bieszczadzkiej muzyki. W głośnikach leciała piosenka An Angel Kelly Family, która jest wyjątkową piosenką w ich rodzinie, Balla Ciao – Ell Profesor oraz Moje Bieszczady i Ustrzyki– KSU, którą wszyscy goście śpiewali ile sił w płucach.

Ale, ale moi drodzy! To nie koniec imprezowania! W tym czasie w Dębowej Gazdówce gdzie odbywał się ich ślub i wesele odpoczywała orkiestra dęta z Kaniowa! Wiecie jaki to był czad! Kiedy na instrumentach dętych  i bębnowych grają specjalnie dla Was na Waszym  ślubie YMCS . Magia! Goście szaleli na parkiecie! Część stała na ławach, żeby lepiej zobaczyć co tam się dzieje. Część porwała instrumentalistów do tańca! Istne szaleństwo! 😀

Ślub obowiązkowo skończył się nad ranem, a później była podróż poślubna do Włoch, o której już niedługo.

Miejsce Ślubu i Wesela: Dębowa Gazdówka Gmina Ustrzyki Dolne
Kwiaty, aranżacja miejsca ceremonii zaślubin, wystrój sali: Bieszczadzka Aniołomania
Muzyka na weselu: Dj Agami oraz Orkiestra Dęta w Kaniowie
Tort i słodkości: Piekarniai cuekirnia „Szelców”

 

 

 

502 753 151

Zadzwoń teraz

@magdalena.kuzar

#weddingphotography

kontakt@magdalenakuzar.pl

Śmiało, napisz do mnie

kontakt@magdalenakuzar.pl

Śmiało, napisz do mnie

@kuzarphotography

Spotkajmy się na facebooku

www.slubnaglowie.pl

Profesjonalny serwis branżowy

%d bloggers like this: